Skąd sie biora trenerzy
autor Administrator, opublikowano 2002-10-30
SKĄD SIĘ BIORĄ TRENERZY?Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze słowo „konsulting” było obce i niewiele ludziom mówiło, a pracę się „dostawało” ja postanowiłam zdobywać nowe lądy. Właśnie wróciłam z rocznego pobytu w Anglii, gdzie poznałam inną rzeczywistość i chciałam, żeby u nas było podobnie. Przystąpiłam z zapałem do pracy. Mieliśmy świetny zespół, pracowaliśmy za pół-darmo, ale za to z ogromną przyjemnością. Przygotowywaliśmy metody, o których wtedy nikt nie słyszał: Symlog, Assessment Center... Ech, gdzie te czasy. Nawet Peter gdy tu był to robił tłumaczenia zwrotne (Peter jest wykładowcą literatury angielskiej i psychologii, to świetnie się nadawał do tej roboty). Fajnie było, ale firma padła. Może za wcześnie wystartowali?
Potem robiłam doktorat. Praca na uczelni była mało rozwijająca, wbrew moim oczekiwaniom. A może moje oczekiwania były inne. Ale za to bardzo lubiłam „wykładać psychologię”. Dumnie to brzmi, ale to były tylko podstawy: czym zasłynął dziadek Freud i że od freudyzmu do behavioryzmu to długa droga. Tym niemniej uwielbiałam to uczucie, kiedy 30-u dorosłych ludzi siedzi przez godzinę z półotwartymi ustami i słucha. Ani jedna komórka nie dzwoni, nikt nie szeleści, nie popija coli. Dodam, że obecność na zajęciach nie była obowiązkowa, a wpatrzone we mnie były także kobiety:-)
Ciągnęło mnie jednak do biznesu. Zatrudniłam się w znanej firmie doradztwa personalnego. Szef obdarzył mnie zaufaniem i od razu rzucił na głęboką wodę. Na szczęście kiedyś pływałam wyczynowo, to sobie poradziłam. Uczyłam się wszystkiego czego tylko się dało i od wszystkich, którzy coś wiedzieli. Koledzy, klienci, kandydaci do pracy. Bywało tego ze 14 godzin dziennie. Doskonały zespół, same indywidualności a potrafiliśmy orać do upadłego bez jednej konfliktowej sytuacji. Kiedy zobaczyłam, że już niewiele nowego jest do poznania, a moja potrzeba rozwoju nie osłabła, postanowiłam założyć firmę. Przecież już tyle wiedziałam...
Okazało się, że prowadzenie swojej firmy jest trudniejsze, niż mi się wydawało. Poznałam co to marketing w praktyce, ZUS od podszewki i jakie techniki manipulacyjne stosują klienci, którzy mają wrodzoną niechęć do regulowania płatności. Pięć lat studiów psychologii na renomowanej uczelni nie dało mi nawet części tej wiedzy. Nauczyłam się wszystkiego co było potrzebne: zdobywania zleceń, prowadzenia książki przychodów, szkolenia własnych pracowników i zamieniania ich w przyjaciół. Udało mi się nawet przekonanie administracji, że nie ma czegoś takiego jak podatek dochodowy od VATu. Wszystko szło dobrze – dużo kontaktów, stała współpraca z firmami, zgrany zespół, pieniądze. Ale jednego nie mogłam przeskoczyć: beznadziejnego wręcz braku przygotowania ludzi do czegoś tak trywialnego jak szukanie pracy. Handlowcy, którzy nie potrafią sprzedać siebie. Prawnicy, którzy nie potrafią wyłożyć swoich racji inaczej jak krzykiem. Marketingowcy, którzy Kotlera kojarzą z Rondem Kotlarskim. I dobra księgowa, która założyła mini, aby pokazać bieliznę od Schiessera.
Wszystkim im serdecznie dziękuję za lekcję. Być może nie udało mi się zrealizować kilku zleceń. Być może nie przespałam kilku nocy szukając zależności między kwalifikacjami kandydatów a ich oczekiwaniami finansowymi. Być może musiałam się dużo nauczyć. Ale dzięki nim powstało szkolenie uczące ludzi, jak skutecznie szukać pracy. Być może kiedyś jakiś nieznany mi doradca personalny lub jakiś pracodawca po rozmowie z kandydatką/tem uśmiechnie się i pomyśli: ”To jest doskonały człowiek na to stanowisko. Mam dzisiaj dobry dzień. A to dopiero poniedziałek:-)”
AKASHA Sp. z o.o.
Beata Gwarek